Natasza Socha „Dwanaście niedokończonych snów” Podobne

dwanaście niedokończonych snówNareszcie pozwalam sobie poczuć klimat przedświątecznych przygotowań. A żeby udzielił się także i Tobie, przedstawiam Ci bohaterkę najnowszej powieści Nataszy Sochy – Momo i jej „Dwanaście niedokończonych snów”.

Życie Momo było uporządkowane, lecz smutne. Rozwiedziona, mieszkała sama w swoim białym mieszkaniu. Nadal nie potrafiła zapomnieć o ojcu, który lata temu zniknął bez słowa z życia Momo i jej matki. Za to sny Momo były wręcz nieprzyzwoicie kolorowe. Prowokowały do zmian, niosły zapowiedź miłości, lecz zawsze urywały się w najważniejszym i najbardziej nieodpowiednim momencie. Tegoroczny grudzień będzie miał dla głównej bohaterki wiele zmian…

Ale to przecież niemożliwe, by wyśnić sobie drugiego człowieka. By stworzyć go z sennych marzeń, utkać z własnych pragnień i narysować fikcyjnymi kredkami. On musi istnieć. Musi gdzieś być, tylko trzeba tam dotrzeć. Sny to fragmenty naszego życia, rozrzucone, pomieszane, poplątane, zwichrzone.*

Lubicie śnić? Ja uwielbiam! Zanurzać się we wspomnieniach, przeżywać niesamowite przygody, śnić o przyszłości, emocjonalnie przygotowywać się na ważne wydarzenia lub tworzyć swoje wariacje na temat aktualnie czytanych książek. Na szczęście koszmary trafiają mi się rzadko. Mam wrażenie, że kiedyś przypisywałam snom większą wartość, pamiętam nawet jak z kuzynką (pozdrawiam C :*) próbowałyśmy sposobu, by wymusić sen o aktualnym obiekcie westchnień czy szukałyśmy interpretacji w senniku. Zagubiona Momo także próbuje zrozumieć swojej kolorowe sny, które nie dają jej spokoju, o których nie może zapomnieć. Czy pozwoli podporządkować im swoje życie? Czy zrozumie, jakie niosą przesłanie?

„Dwanaście niedokończonych snów” to plejada barwnych postaci. Poukładana w życiu prywatnym Momo ze swoim sklepikiem pełnym nietypowych przedmiotów. Jej mama, wykonująca w zakładzie pogrzebowym staranny makijaż dla zmarłych. Jej ciotka, nauczycielka historii, o ekscentrycznych poglądach i barwnym języku. Pewna kobieta, właścicielka niewielkiej piekarni z przepyszną kawą. I pewien mężczyzna, zarabiający na życie nosem.

Momo to postać, która szybko wzbudza sympatię, dzięki czemu o jej przeżyciach czyta się dobrze i lekko. Razem z nią z niecierpliwością chciałam poznać mężczyznę, którego wyśniła. Snułam domysły, rozumiałam jej rozterki, ale skupiona na czerpaniu przyjemności z lektury, dałam się podejść i zaskoczyć autorce. Natasza Socha stworzyła niezwykle ciepłą powieść, która z pewnością umili ten pełen przygotowań klimat grudniowych przygotowań. Opisuje miłość nieugiętą wobec upływu czasu, ale też tą całkiem świeżą, jeszcze nieśmiałą, pełną marzeń i niepewności. Rysuje przed czytelnikiem miejsca, które chciałoby się zobaczyć, ludzi, których ma się ochotę poznać. A przy tym wszystkim zachowuje świeże spojrzenie. „Dwanaście niedokończonych snów” to słodka i przyjemna historia, ale dzięki ciekawym, twardo stąpającym po ziemi postaciom i humorowi, z pewnością nie przesłodzona.

Nietypowe pomysły Momo okazały się dla mnie inspiracją do zrobienia własnej choinki. Na pierwszy ogień poszła wykonana z papieru, podobna do tej na okładce (tu najprostsza instrukcja), ale kto wie, co jeszcze wpadnie mi do głowy.

Za słodką niespodziankę dziękuję Wydawnictwu Pascal.

Natasza Socha „Dwanaście niedokończonych snów

Wydawnictwo Pascal
Data premiery: 25.10.2017
Liczba stron: 304
ocena: 7/10 (bardzo dobra)