Hope Jahren „Lab girl” Podobne

Lab girlChyba w żadnym innym zawodzie człowiek nie skupia się tak bardzo na pogoni za marzeniami i ideami, jak będąc naukowcem. Wielokrotnie nagradzana Hope Jahren od 1996 roku prowadzi badania w dziedzinie geobiologii, obecnie pracuje na Uniwersytecie w Oslo. Postanowiła zebrać swoje doświadczenia zawodowe oraz historie z prywatnego życia w pasjonującą powieść o nauce i drzewach, miłości i przyjaźni.

Rośliny mają o wiele więcej wrogów, niż da się zliczyć. Zielony liść jest uważany przez prawie każde żyjące stworzenie na Ziemi za coś do zjedzenia. Całe drzewa mogą zostać zjedzone, kiedy są zaledwie sadzonkami.*

Hope Jahren snuje swoją opowieść w dwóch płaszczyznach. W pierwszej opowiada o swoim życiu, o dzieciństwie spędzonym w laboratorium ojca, kolejnych miejscach, w których pracowała, aż wreszcie o własnych laboratoriach, które tworzyła od podstaw. Druga, nie mniej ciekawa, opowiada o roślinach, przede wszystkim drzewach. Jahren, jako naukowiec zapewne posługuje się bardziej profesjonalnym językiem, użycie go w książce sprawiłoby, że jej historie mogłyby być niezrozumiałe dla czytelników – laików w tej dziedzinie wiedzy. Na szczęście autorka ma zdolność prostego opowiadania o rzeczach trudnych,  przekazywania wiedzy zdobywanej przez nią przez lata w uproszczony, przystępny sposób. I choć czasem używa terminów, których znaczenia nie znam, czy procesów, których nie rozumiem, ogólny przekaz był dla mnie zrozumiały. Hope Jahren przybliżała świat nauki dzięki świetnym metaforom, pozwalającym odnieść naukowe słownictwo i zjawiska do pojęć i sytuacji powszechnie znanych. Dzięki temu „Lab girl” nie jest rozprawą naukową, ale historią, którą czyta się z autentycznym zainteresowaniem, przy okazji mimowolnie chłonąc w jakimś stopniu przekazywaną przez autorkę wiedzę. To książka, której trzeba poświęcać uwagę podczas czytania i pozwolić się porwać zaskakującym opowieściom o drzewach.

Być może myślicie, że pieczarka jest grzybem. To tak, jakby powiedzieć, że penis jest mężczyzną. Każdy muchomor, od smakowitych i jadalnych po śmiertelnie trujące, jest po prostu organem rozrodczym przytwierdzonym do czegoś większego, bardziej rozwiniętego i schowanego przed naszym wzrokiem.*

Jako badaczka w dziedzinie, której obecnie jeszcze nie da się zmonetyzować, Jahren musiała nieustannie walczyć o dotacje na swoje badania – aby zapracować na utrzymanie swoje, swojego pracownika i całego laboratorium. Potrzebowała pieniędzy na wynagrodzenia, materiały i odczynniki, delegacje i konferencje. Brak postępów w badaniach mógł przekreślić jej szanse na kolejne dofinansowanie, zakończyć realizację marzeń. Jako kobieta-naukowiec musiała ciągle udowadniać, że nie jest gorsza od mężczyzn o tym samym wykształceniu, że często ma lepsze pomysły niż oni. Musiała pracować ciężej, by znaczyć coś w świecie nauki. Trudno w tym wszystkim znaleźć czas na życie prywatne i jej kobieca natura sprawiała, że często martwiła się samotnością, której doświadczała poza laboratorium.

Wracając jeszcze do pieniędzy na naukę – nie wiem, czy wiecie, ale podobnie wygląda to w Polsce. Ciężko zdobyć dofinansowanie na badania, które tylko poszerzają stan wiedzy, a nie służą bezpośrednio człowiekowi. O wiele bardziej doceniane są badania przemysłowe, najczęściej dedykowane obronności czy dużym przedsiębiorstwom, które wspomogą ich rozwój, a w przyszłości mogą przynieść większe zyski lub mniejszą degradację środowiska.

W swojej autobiografii Hope Jahren opowiada o sukcesach i rozczarowaniach, „Lab girl” pokazuje jak wielką miłością autorka kochała obiekt swoich badań. Badaczka nie wynalazła lekarstwa na raka, kolejnej śmiercionośnej broni czy superszybkiego procesora, ale została doceniona w środowisku naukowym i wielokrotnie nagrodzona. I co najważniejsze, nadal może robić to, co kocha, wśród ludzi, którzy dzielą jej pasję. Czy to nie najlepszy sposób na udane życie?

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

Hope Jahren „Lab girl”

„Lab girl” – tłumaczenie: Edyta Świerczyńska
Wydawnictwo Kobiece
Data premiery: 21.10.2017
Liczba stron: 432
ocena: 7/10 (bardzo dobra)

*cytaty ze stron 158,159

  • Lektura nie dla mnie 🙂

  • Wspaniała książka, poczułam się bardzo zainspirowana premedytacją, odwagą i siłą autorki 🙂

    • Cieszę się, że mogłam poznać tę historię i będę ją polecać. Moją uwagę zwróciła też kwestia finansowania badań, ale to takie zboczenie zawodowe 😉

  • Słoneczna strona życia

    U mnie ciągle czeka na przeczytanie:)
    https://slonecznastronazycia.wordpress.com/

    • Ja trochę żałowałam, że nie mogę jej czytać wiosną lub latem i od razu sprawdzać niektóre fakty na pobliskich drzewach 😉

  • Pingback: Podsumowanie miesiąca #grudzień2017 |()