S. K. Tremayne „Dziecko ognia” Podobne

dziecko ogniaPiękny krajobraz wybrzeża Kornwalii przecinają stare, zniszczone budynki. To dawne kopalnie cyny, jednego z wielu minerałów, które eksploatowano w tym rejonie, zmuszając miejscowych mężczyzn do ciężkiej i niebezpiecznej pracy. Te stare mury noszą w sobie pamięć o niejednej tragicznej historii.

„Dziecko ognia” zaczęło się jak piękna bajka o miłości. W ogromnym dworze nad morzem zamieszkała świeżo poślubiona żona Davida Kerthen. Od samotności uciekła w czułe ramiona męża, od biedy do pełnego przepychu domu. Miała szczerą chęć, by pokochać Jamiego, syna Davida z poprzedniego małżeństwa i razem stworzyć szczęśliwą, beztroską rodzinę. Niestety, nie wszystkie bajki mają dobre zakończenie…

Rachel nigdy nie zastanawiała się nad okolicznościami śmierci poprzedniej żony Davida. Wiedziała, że Nina utopiła się w starej kopalni cyny i nie zadawałaby więcej pytań na ten temat, gdyby nie dziwne zachowanie Jamiego. Chłopakowi wydawało się, że słyszy głos matki i że ma dar przewidywania przyszłości. Wraz z nadejściem jesieni atmosfera w domostwie robiła się coraz bardziej tajemnicza.

Autor mistrzowsko stworzył nastrój niepokoju, tym gorszego, że pozornie nieuzasadnionego. A jednak Rachel udzieliła się atmosfera tego miejsca, pełnego pamięci o zmarłej żonie Davida i jego bogatych, lecz okrutnych przodkach. Co naprawdę wiedziała o swoim mężu po tak krótkiej znajomości? Skoro sama ukrywała przed nim tak wiele dramatycznych faktów ze swojej przeszłości, jak mogła oczekiwać od niego bezwzględnej szczerości?

Jej obawy wzbudzał także stan przybranego synka. Niełatwa jest rola drugiej żony, ale jeszcze trudniejsza jest rola macochy. Zdawała sobie sprawę, że Jamie nadal nie otrząsnął się po tragicznej śmierci matki, wciąż łudził się, że ona jednak nie umarła i znajdował drobne potwierdzenia jej ciągłej obecności. Przestrzeń między nim a Rachel często wypełniała cisza. A nieliczne słowa, które padały między nimi, budziły w niej grozę.

Czytelnikowi szybko udziela się nastrój książki dzięki temu, że narratorką jest przestraszona Rachel. Łatwo byłoby wierzyć w jej teorie dotyczące wydarzeń sprzed dwóch lat, gdyby nie fragmenty, gdy historię opowiadał David. Ten rzeczowy mężczyzna miał swoje mroczne sekrety, ale jednocześnie rzucał cień na Rachel, sprawiając, że nie byłam pewna, czy powinnam jej ufać. Wydarzenia towarzyszące kulminacyjnym momentom książki, zdecydowanie potwierdzały moje obawy.

To było moje pierwsze spotkanie z twórczością S.K. Tremayne, ale zdecydowanie nie ostatnie. „Dziecko ognia” to bardzo dobrze skonstruowany i równie dobrze napisany thriller z udanym klimatem. Znalazłam tu wzmagającą wątpliwości, potencjalnie niewiarygodną główną bohaterkę, skrzętnie skrywane sekrety, mroczny nastrój potęgowany przez zjawiska pogodowe i rozwiązanie, którego nie sposób było przewidzieć, czyli wszystko, co cenię w  tego typu literaturze.

Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu Czarna Owca.

S. K. Tremayne „Dziecko ognia”

Wydawnictwo: Czarna Owca
Data premiery: 10.05.2017
Liczba stron: 319
ocena: 8/10 (rewelacyjna)

a

a

Ostatnie recenzje: